Dzień czternasty- powrót
Świetnie się spało w ostatnią noc, zresztą jak w każdą 😊 . Chociaż przepraszam, musiałam wstać w nocy wyłączyć ogrzewanie, które Błażej wieczorem na chwilę włączył i o nim zapomniał. Ostatni spacer, Uznam Jemy śniadanie wśród drzew, idziemy na ostatni spacer, robimy ostatni serwis kampera z zakazem korzystania już z toalety, jako że w Polsce stacji obsługi toalet chemicznych za bardzo nie uświadczysz i ruszamy do domu. Błażej mówi, że to Dzień Chanuczki- Hanukkah’s Day 😊 To imię jednego z naszych kotów, które na pewno wiernie czekają…żartowałam, mają nas w pompie, to my się cieszymy na spotkanie z nimi. Po drodze widzę pierwszy raz w życiu włochate krowy! Niestety nie mogę zrobić im zdjęcia, mój telefon jak zwykle nawiguje. I tak docieramy do domu… i tu zaczyna się dopiero polka właściwa, czyli temat tego dnia. WYPAKOWYWANIE KAMPERA. Coś, czego -zaręczam- nikt nie chciałby przeżywać. Nie do uwierzenia, ile rzeczy targaliśmy ze sobą. Dwie godziny zajęło nam samo ich...