Posty

Wyświetlanie postów z lipca 29, 2020

Dzień siódmy- Hanower

Obraz
ratusz w Hanowerze Po śniadaniu ruszamy do Hanoweru. Nauczyliśmy się już wybierać boczne drogi, żeby móc coś widzieć po drodze. Błażej macha do wszystkich kamperów, które mijamy. O ile w Polsce odmachiwano nam z entuzjazmem, o tyle w Niemczech kierowcy są czasami zaskoczeni- za dużo tego jeździ wszędzie. Towarzyszy nam nadal klimat NRD. Pierwszy raz widzę całkowicie białe krowy! Są też dla odmiany tylko czarne. Niestety nie mogę robić zdjęć po drodze, gdyż mój telefon jest używany jako nawigacja i dużo ciekawych obiektów mi umyka. Im bliżej Hanoweru, tym więcej mijamy stadnin, stajni, padoków. Konie, konie, konie. Przypomina mi się, że istnieje coś takiego, jak rasa hanowerska koni. Chyba je tu bardzo lubią. W Hanowerze udaje się nam zaparkować w ścisłym centrum. Niestety nowy ratusz z krzywą windą jest zamknięty z powodu pandemii. Zastanawiamy się nad Ogrodami Królewskimi, ale wejście jest płatne, a pogoda nader niepewna. Ostatecznie ruszamy w kierunk...

Dzień szósty- Westhavelland, Wolfsburg

Obraz
Westhavelland W nocy słyszymy trochę szum pobliskiej autostrady, ale nie przeszkadza nam to zbytnio. Po śniadaniu łypię okiem w kierunku dwóch wolnych pralek. Rozważam pierwsze pranie. Ale nie, nie tym razem, nie ma czasu. Robimy zrzut wody i ruszamy, zachęceni internetowym opisem, w kierunku Parku Przyrody Westhavelland. Jest tam bardzo ładnie, tak trochę mazursko, ale ciągle pada! Zatrzymujemy się w lesie, żeby zjeść lunch sałatkowy i trwają dyskusje, co robimy dalej. Idziemy się z Jackiem przejść, wracamy kompletnie mokrzy. Szukamy kolejnego kempingu, ale ostatecznie decydujemy się wykorzystać deszcz na przemieszczenie się jak najdalej na północ, bez zwiedzania, i ruszamy w kierunku Wolfsburga. Wolfsburg Miasto ma charakter przemysłowy, słynie głównie z zakładów Volkswagena, dla nas jest tylko punktem w dalszej drodze. Kemping, wybrany tym razem przez mnie, w ogóle nam się nie podoba. Położony jest, owszem, między jeziorem i ładnym kanałem, niektórzy mają ...

Dzień piaty- Altenburg i Wittenberga

Obraz
W nocy budzi mnie ulewny deszcz. Markiza łopocze na wietrze, strugi deszczu płyną po niej jak po rynnie, a moje biedne kule kołyszą się bezradnie, ciągle wiernie świecąc. O nie. Usiłuję dobudzić towarzystwo, ale mąż monosylabami zbywa moje teatralne szepty i nie przejmuje się zbytnio. Ponoć mamy pozwolenie na dobicie zepsutej markizy, czy coś w tym sensie. Jestem pewna, że już po niej i że mokrej jej na pewno nie schowamy. Niestety sama niewiele mogę. Decyduję się jednak na wyskok w ciemną czeluść w piżamie i uratowanie moich kul. Świecą dalej biedaki do rana, wprowadzając wewnątrz kampera ciepły nastrój. 😊 Rano trochę problemów istotnie mieliśmy, na markizie powstało małe jeziorko, meble i mata były mokre, ale udało się jednak wszystko zapakować i po obowiązkowym serwisie kampera opuściliśmy już to miłe miejsce. Mamy w planach Lipsk i Wittenbergę, ale mąż decyduje się zatrzymać w Altenburgu i pokazać mi go. Jest prześliczny! Właśnie takie małe, malownicze miast...

Dzień czwarty- na rowerach

Obraz
Po śniadaniu postanowiliśmy zostać tu dzień dłużej i objechać na rowerach okolicę. Mąż wrócił zachwycony ze swojej samotnej wycieczki z poprzedniego dnia. Dojechał do Altenburga i uważał, że nie można pominąć tego miasteczka. Pytał mnie, czy dam radę jechać około 18 km. Nie byłam tego pewna, więc ostatecznie zmieniliśmy trasę na leśno-polno-widokową.  Ale najpierw trzeba był załatwić formalności, z poszanowaniem wszelkich godzin pracy recepcji. Nadmienię, że do pomieszczeń zamkniętych wchodziło się wszędzie i zawsze w maseczce, respektując odległości (włącznie z toaletami, wyjątek stanowiły prysznice😊) Ustawiliśmy się zatem w kolejce zamaskowanych postaci, żeby formalnościom stało się zadość, przy okazji wyrzuciliśmy śmieci, które narastają zawsze w tempie lawinowym, posprzątaliśmy po śniadaniu i zaczęło się szykowanie sprzętu.  W tym...

Dzień trzeci- nad jeziorem

Obraz
Kemping Pahna W nocy padał deszcz. Od tej pory będzie nam towarzyszyć już do końca, przynajmniej raz dziennie. Trzeba było szybko pochować sprzęt zewnętrzny i jeść śniadanie na raty. Doświadczamy ciasnoty przestrzeni i konieczności współpracy przy każdym ruchu. Świadomie wybraliśmy kamper z alkową, o sztywnym układzie przestrzennym. Nie tylko dlatego, że był najkrótszy. Odpowiadało nam to, że naszej przestrzeni nie będziemy musieli ciągle przeorganizowywać: do jazdy, do spania, do siedzenia. Ceną za to jednak była ciasnota w każdym wymiarze. Trudno jest podać śniadanie, jeśli na stoliku leży laptop, kable, jakieś papiery, gazety, tomiszcze Tokarczuk, które mąż twierdzi, że będzie czytać oraz sławetna lawenda😊. Nie mogę wyjąć sztućców, dopóki ktoś siedzący przy stole nie odsunie nogi. Takie tam problemiki. W końcu jednak udaje się wszystkim zjeść. Robimy pierwszy serwis kampera: zrzut szarej wody i opróżnienie toalety. Mąż nie wierzy, że miejsca, które ...

Dzień drugi- Drezno

Obraz
Alternativer Kamping Goerlitz Obudziliśmy się z widokiem na niezwykłe rozwiązania kempingowe i cuda techniki :) Dzień był ciepły, wakacje przed nami, zjedliśmy śniadanko przed kamperem i nieśmiało zaczęliśmy poznawać możliwości pierwszego kempingu. Typu: czy da się tu gdzieś umyć naczynia? A wyrzucić śmieci? Ponieważ odpowiedzi były więcej niż zadowalające, wzięliśmy jeszcze wszyscy gorący prysznic i spakowaliśmy nasz domek na kółkach do dalszej drogi. Przy okazji uwaga techniczna: czy kąpać się w kamperze? Robiliśmy to czasami, awaryjnie, kiedy na przykład padał deszcz, albo staliśmy daleko od pryszniców kempingowych, albo było już bardzo późno. Generalnie nie opłaca się robić tego regularnie. Woda kończy się stanowczo za szybko😊  Zrobiliśmy jeszcze próbę (na razie nieudaną) włączenia ciepłej wody w kamperze, okraszoną przekomarzaniem się: ”No kto jest największym specjalistą-teoretykiem od caravaningu?”, łamane przez: ”Tak? A kto uczestniczył w przeszkoleni...

Dzień pierwszy- Goerlitz

Obraz
Goerlitz Ponieważ nasze plany zmieniły się dość raptownie, podróż zaczęliśmy od wielkich zakupów w Auchan. Inaczej przecież zaopatruje się kuchnię pokładową na podróż ścianą wschodnią, a inaczej na podróż na Zachód 😊   Przy okazji pierwszy raz musieliśmy pamiętać, że nasza wysokość to 3.20 m, a więc nie pod każdym mostem damy radę przejechać. Odpadł nasz zwyczajowy skrót do Auchan z domu.  Po dość chaotycznych zakupach, rozpaczliwej próbie upolowania rozpuszczalnego papieru toaletowego itp., poganiani przez męża, ruszyliśmy w końcu w podróż właściwą. Kierunek Goerlitz (a potem planowaliśmy jechać stopniowo na północ, nad morze). 

Pakowanie kampera

Obraz
Ktoś powiedział, że pakowanie kampera przypomina raczej przeprowadzkę i coś w tym jest 🙂My osobiście pakowaliśmy się około trzech godzin, a przecież rzeczy mieliśmy wcześniej przygotowane. Muszę się przyznać/pochwalić, że od miesięcy śledziłam strony poświęcone caravaningowi i fora kamperowe, co pozwoliło mi na zabranie naprawdę WSZYSTKIEGO, co okazało się potem niezbędne. Co takiego nieoczywistego zabrałam?  Na przykład konewkę 15- litrową. Albo zestaw końcówek do węży i kranów. Pojemnik na 20 litrów wody szarej. Kawiarkę. Grill elektryczny. Kosmetyczkę wiszącą ścienną. Kule solarne 🙂 Z tego akurat moja rodzina drwiła niemiłosiernie. Suszarkę do prania. Dwie miski, z czego jedna z dzióbkiem. Taboret turystyczny. Taboret- próg. Kosz  na śmieci.

Dokąd jedziemy?

Obraz
Zanim wybuchła pandemia, planowaliśmy wyjazd do Finlandii. Po skalkulowaniu kosztów na ilość osób (początkowo mieliśmy jechać we czwórkę) okazało się, że wypożyczenie kampera, chociaż hmm...nietanie, jest jednak tańsze, niż jakakolwiek inna opcja.   Osobiście kwiknęłam sobie w duchu z radości, bo zawsze marzyłam o podróży kamperem. Potem musieliśmy kilka razy te plany weryfikować. Pewne było tylko jedno, że  jedziemy, kierunek się zmieniał wraz z rozwojem sytuacji epidemicznej na świecie.

Skąd taki tytuł i o co w tym chodzi?

Obraz
Nasz dom na kółkach Flusenfilter oznacza po prostu "filtr kłaczków". Słowo to stało się dla nas symbolem wszystkiego, co było nowe i nieznane podczas tej wyprawy, od wiedzy "jak działa kamper" poczynając, a na obyczajach kempingowych kończąc. Pewnego dnia stanęliśmy z synem z dwiema torbami brudnej odzieży przed "niemieckojęzyczną"kempingową pralką i suszarką. Niemieckojęzyczną, to mało powiedziane! Przed maszynami leżała kartka A4 pełna wykrzykników, podkreśleń i capslocków- oczywiscie w języku niemieckim, a my patrzyliśmy na  nią jak sroka w gnat. Jak żyć?