Dzień siódmy- Hanower
![]() |
| ratusz w Hanowerze |
Towarzyszy nam nadal klimat NRD. Pierwszy raz widzę całkowicie białe krowy! Są też dla odmiany tylko czarne. Niestety nie mogę robić zdjęć po drodze, gdyż mój telefon jest używany jako nawigacja i dużo ciekawych obiektów mi umyka.
Im bliżej Hanoweru, tym więcej mijamy stadnin, stajni, padoków. Konie, konie, konie. Przypomina mi się, że istnieje coś takiego, jak rasa hanowerska koni. Chyba je tu bardzo lubią.
W Hanowerze udaje się nam zaparkować w ścisłym centrum. Niestety nowy ratusz z krzywą windą jest zamknięty z powodu pandemii. Zastanawiamy się nad Ogrodami Królewskimi, ale wejście jest płatne, a pogoda nader niepewna.
Ostatecznie ruszamy w kierunku starego miasta, a przynajmniej tak nam
się wydaje. Trochę nas tym razem nawigacja dla pieszych zawodzi, pan
Jarek ciągle każe zawracać, jeśli to możliwe i zmienia zdanie co do
tego, dokąd mamy się kierować…
Błażej w końcu rezygnuje i idzie poczytać do kampera. My z Jackiem poznaliśmy szczególnie jedną ulicę, którą przemierzyliśmy chyba z pięć razy, zanim wyłączyliśmy nawigację i zdecydowaliśmy się kogoś zapytać o drogę.
Okazuje się, że nie ma w Hanowerze ścisłej starówki, w naszym rozumieniu. Poszczególne zabytki są wplecione, bardzo zresztą zgrabnie, w nową zabudowę. Widzimy ładny budynek dworca, dochodzimy do kościoła ewangelickiego w stylu gotyckim, który zwiedzamy w środku. Podobają się nam ładne mieszczańskie kamieniczki wkomponowane we współczesne otoczenie.
Zatrzymujemy się na szybką pizzę i kawę, kupujemy przekąskę dla Błażeja, który z pewnością niczego do jedzenia nie znajdzie w kamperze i wracamy. Po drodze spotyka nas ulewny deszcz. Tak ulewny, że decydujemy się przeczekać go pod drzewem, w towarzystwie dosyć interesujących pomników. Niestety, nikt nie ma ochoty nosa wyściubić spod przyjaznej korony drzewa, żeby się dowiedzieć, kogo przedstawiają. Robię im zdjęcia bez tej wiedzy 😊
Deszcz okazuje się za mocny, na kontynuację zwiedzania czegokolwiek.
Jedziemy na kemping Hüttensee, który Błażej w międzyczasie wyszukał.
Jest piękny, wokół same jeziora, dzikie ptactwo. Pierwszy raz czekamy
w kolejce przed recepcją, wypełniamy szczegółowy kwestionariusz
koronawirusowy. W międzyczasie deszcz ustaje.
Po kolacji idziemy z Jackiem na długi spacer wokół jeziora i pierwszy raz odnotowujemy, że jest tutaj dłużej jasno, niż u nas w Polsce. Zastanawiamy się, czy jest to związane z długością, czy szerokością geograficzną. Zmierzch zapada dopiero o 22.30.
Błażej w końcu rezygnuje i idzie poczytać do kampera. My z Jackiem poznaliśmy szczególnie jedną ulicę, którą przemierzyliśmy chyba z pięć razy, zanim wyłączyliśmy nawigację i zdecydowaliśmy się kogoś zapytać o drogę.
Okazuje się, że nie ma w Hanowerze ścisłej starówki, w naszym rozumieniu. Poszczególne zabytki są wplecione, bardzo zresztą zgrabnie, w nową zabudowę. Widzimy ładny budynek dworca, dochodzimy do kościoła ewangelickiego w stylu gotyckim, który zwiedzamy w środku. Podobają się nam ładne mieszczańskie kamieniczki wkomponowane we współczesne otoczenie.
Zatrzymujemy się na szybką pizzę i kawę, kupujemy przekąskę dla Błażeja, który z pewnością niczego do jedzenia nie znajdzie w kamperze i wracamy. Po drodze spotyka nas ulewny deszcz. Tak ulewny, że decydujemy się przeczekać go pod drzewem, w towarzystwie dosyć interesujących pomników. Niestety, nikt nie ma ochoty nosa wyściubić spod przyjaznej korony drzewa, żeby się dowiedzieć, kogo przedstawiają. Robię im zdjęcia bez tej wiedzy 😊
![]() |
| stary ratusz, Hanower |
![]() |
| wnętrze kościoła ewangelickiego |
![]() |
| nieznany pomnik :) |
![]() |
| jezioro, kemping Hüttensee |
Po kolacji idziemy z Jackiem na długi spacer wokół jeziora i pierwszy raz odnotowujemy, że jest tutaj dłużej jasno, niż u nas w Polsce. Zastanawiamy się, czy jest to związane z długością, czy szerokością geograficzną. Zmierzch zapada dopiero o 22.30.










Komentarze
Prześlij komentarz