Dzień dziewiąty- Hamburg
Tego dnia przypada niedziela wyborcza. Wyruszamy do Hamburga, gdzie jest polski konsulat. Jacek
zaopatrzył się wcześniej w potrzebne dokumenty i zamierza tam głosować.
Parkujemy
pod nieczynnym tego dnia marketem ALDI niedaleko konsulatu i idziemy
odprowadzić Jacka.
![]() |
| Konsulat polski, Hamburg |
A tu zonk. Na
płocie konsulatu wisi obszarpany świstek informujący, że z powodu pandemii
COVID-19 głosowanie jest możliwe wyłącznie korespondencyjnie. Inne ważne komunikaty
leżą smętnie na ziemi.
Przed
budynkiem rozmawia grupka zdenerwowanych Polaków, nadchodzą nowi. Nikt tego
wcześniej nie wiedział, że należało zaglądać na stronę internetową konsulatu i dokopać
się do jednego z setek obwieszczeń, do pobrania jako załącznik w pdf.
Jacek nawet
rozmawiał z konsulem, ale wszystko odbywa się w majestacie prawa, więc nic nie
wskórał. Odbieram to osobiście jako
bezprawie i niesprawiedliwość.
Summa lex summa iniuria- wiedzieli to już starożytni.
Summa lex summa iniuria- wiedzieli to już starożytni.
Modlimy się chwilę
z synem w kamperze- jesteśmy chrześcijanami ewangelicznymi. W takich sytuacjach
powierzamy najbliższy czas, decyzje i wszystkie emocje Bogu.
Kiedy Jacek wraca
do nas, jest już spokojny. Nic nie można zrobić. Pijemy kawę w kamperze i
przenosimy się do portu, niedaleko słynnej Filharmonii nad Łabą- nowego symbolu
miasta. Ani śladu COVID-a! Miasto tętni radośnie życiem. I jest przepiękne.
Port,
statki, barki, ogrom tego- robi niesamowite wrażenie. Spacerujemy, podziwiając
najpierw port, później stare miasto.
![]() |
| Port, Hamburg |
![]() |
| Filharmonia nad Łabą |
Nie wiedziałam,
że całe miasto jest położone na wodzie- druga Wenecja! Szklane budynki pięknie wkomponowane
w starą zabudowę, wszędzie kanały. Miejscami architektura przypomina Amsterdam,
miejscami Paryż. Jesteśmy zachwyceni.
Ponieważ jest
za późno na niemieckie jedzenie, idziemy na obiad do małej wietnamskiej knajpki,
która nadal jest otwarta. Pyszny!
Spacer
powrotny, podczas którego próbujemy napoić smętnego gołębia i ruszamy na
wybrany przez syna Campingplatz
Elbecamp.
![]() |
| Kot :) |
![]() |
| Urząd Miasta |
![]() |
| Knajpka wietnamska |
Bardzo
ładnie położony, na plaży nad Łabą. Niestety to właśnie ten jedyny, który nas
nie przyjął, bez podania powodu („nie, bo nie”). Było jeszcze stosunkowo wcześnie,
były wolne miejsca. Nieuprzejmy recepcjonista.
To druga
niesprawiedliwość tego dnia. Osobiście uważam, że reakcja zwrotna ma duże znaczenie
(zarówno pozytywna, jak negatywna) i wieczorem wystawiam kempingowi, a ściślej
recepcji, opinię z opisem sytuacji, na Google.
Cóż…decydujemy
się jechać w kierunku Lubeki, na kolejny kemping, położony w NaturParku. Ponieważ
telefon w recepcji nie odpowiada, jedziemy w ciemno.
Po drodze Błażej
funduje nam pyszną kawę na poprawę nastroju. Rozmawiamy też z córką, która właśnie
przejęła opiekę nad kotami w domu. Podoba jej się nasza niespodzianka- nowy
pokój.😊 Pociesza nas, że przecież domek mamy ze sobą i nie musimy się martwić o
nocleg.
W rzeczy
samej. Czyżbyśmy mieli doświadczyć samej esencji caravaningu i nocować dziś na
dziko?
W Niemczech
niestety nie jest to dozwolone, ale istnieje coś takiego jak Stellplatz`e ,
czyli wyznaczone miejsca na nocny postój, przy drogach, często z podstawową
infrastrukturą, i w ostateczności tak właśnie moglibyśmy zrobić. Tym razem
jednak nie jest to konieczne.
Docieramy na
kemping Naturkamp Bucholz. Mały, kaskadowo położony z pięknym widokiem na
jezioro.
Recepcja już
zamknięta, ale właściciel odebrał telefon i za pół godziny do nas dotarł.
Dostaliśmy śliczną,
widokową parcelę, w bardzo dobrej cenie. Pan życzliwie poradził mi, że
mam jeszcze kilka minut na zamówienie bułek na śniadanie przed zamknięciem
kempingowej restauracji. Porzuciłam więc rodzinę i pognałam zamawiać pieczywo.
Podczas
instalacji podeszła do nas starsza Niemka i łamanym angielskim wyraziła swoją
zazdrość, że dostaliśmy takie ładne miejsce. Ona rezerwowała parcelę jeszcze
zimą i nie ma takiego ładnego widoku. Pocieszyliśmy ją, że rano wyjeżdżamy
i miejsce będzie wolne.
![]() |
| Naturkamp Bucholz |
Po późnej
kolacji, już po 22 poszliśmy jeszcze na spacer wzdłuż jeziora. Jak pięknie i
ciągle jasno! Klimaty mazurskie: owce, króliki, żagle.













Komentarze
Prześlij komentarz