Skąd taki tytuł i o co w tym chodzi?




Nasz dom na kółkach
Flusenfilter oznacza po prostu "filtr kłaczków". Słowo to stało się dla nas symbolem wszystkiego, co było nowe i nieznane podczas tej wyprawy, od wiedzy "jak działa kamper" poczynając, a na obyczajach kempingowych kończąc.

Pewnego dnia stanęliśmy z synem z dwiema torbami brudnej odzieży przed "niemieckojęzyczną"kempingową pralką i suszarką. Niemieckojęzyczną, to mało powiedziane! Przed maszynami leżała kartka A4 pełna wykrzykników, podkreśleń i capslocków- oczywiscie w języku niemieckim, a my patrzyliśmy na  nią jak sroka w gnat. Jak żyć?


Syn pogalopował po telefon z internetowym tłumaczem i słowo po słowie zapoznaliśmy się z oczekiwaniami pralki i suszarki. Na marginesie był to mój pierwszy w życiu kontakt z suszarką do ubrań i od razu tak na bogato!
Od tego czasu, co pewnie było do przewidzenia, stałam się wielką fanką "suszarnictwa" odzieżowego!


Komentarze

  1. PS Przenoszę bloga z pozornie darmowej strony, która po kilkunastu wpisach chciała przestać być darmowa i zrobiła moim dalszym wpisom stop :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dzień dziesiąty- Lubeka, wyspa Poel

Dzień dziewiąty- Hamburg