Dzień szósty- Westhavelland, Wolfsburg

Westhavelland
W nocy słyszymy trochę szum pobliskiej autostrady, ale nie przeszkadza nam to zbytnio. Po śniadaniu łypię okiem w kierunku dwóch wolnych pralek. Rozważam pierwsze pranie. Ale nie, nie tym razem, nie ma czasu. Robimy zrzut wody i ruszamy, zachęceni internetowym opisem, w kierunku Parku Przyrody Westhavelland.

Jest tam bardzo ładnie, tak trochę mazursko, ale ciągle pada! Zatrzymujemy się w lesie, żeby zjeść lunch sałatkowy i trwają dyskusje, co robimy dalej. Idziemy się z Jackiem przejść, wracamy kompletnie mokrzy. Szukamy kolejnego kempingu, ale ostatecznie decydujemy się wykorzystać deszcz na przemieszczenie się jak najdalej na północ, bez zwiedzania, i ruszamy w kierunku Wolfsburga.

Wolfsburg
Miasto ma charakter przemysłowy, słynie głównie z zakładów Volkswagena, dla nas jest tylko punktem w dalszej drodze. Kemping, wybrany tym razem przez mnie, w ogóle nam się nie podoba. Położony jest, owszem, między jeziorem i ładnym kanałem, niektórzy mają tu wakacyjne domki na stałe (szok), ale jest jednak typowo miejski.

Pan w recepcji wyznacza nam parcelę bez zieleni, w bezpośrednim sąsiedztwie toalety chemicznej. 😊 Trudno, mówimy sobie, jedną noc jakoś przeżyjemy. Jedyny plus, to dzikie króliki kicające na kempingu. Są niesamowite! Widząc pierwszego pomyślałam, że się komuś zgubił, przy piątym już załapałam sytuację 😊 Jacek idzie na rower, my z synem na spacer nad kanał i nad jezioro.

W nocy znowu pada. Błażej mówi, że to dzień na straty, mnie się wydaje, że to po prostu kolejne doświadczenie.
Jezioro miejskie, Wolfsburg

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień dziesiąty- Lubeka, wyspa Poel

Dzień dziewiąty- Hamburg

Skąd taki tytuł i o co w tym chodzi?