Dzień drugi- Drezno
![]() |
| Alternativer Kamping Goerlitz |
Przy okazji uwaga techniczna: czy kąpać się w kamperze? Robiliśmy to czasami, awaryjnie, kiedy na przykład padał deszcz, albo staliśmy daleko od pryszniców kempingowych, albo było już bardzo późno. Generalnie nie opłaca się robić tego regularnie. Woda kończy się stanowczo za szybko😊
Zrobiliśmy jeszcze próbę (na razie nieudaną) włączenia ciepłej wody w kamperze, okraszoną przekomarzaniem się: ”No kto jest największym specjalistą-teoretykiem od caravaningu?”, łamane przez: ”Tak? A kto uczestniczył w przeszkoleniu w wypożyczalni na temat działania komputera pokładowego?” itd.
Syn odkrywa, że można to zrobić wraz z ogrzewaniem, ale jest na to póki co zbyt ciepło. Ufając, że jest też inny sposób, odkładamy temat na później i ruszamy do Drezna.
Proponuję chłopakom, żeby odwrócić procedury i najpierw zajechać na podmiejski kemping, a potem próbować dostać się do miasta, na przykład komunikacją miejską. Mamy zainstalowaną aplikację Camping.Info, ale w praktyce korzystamy z mapy Google, jest prostsza w obsłudze i zawiera od razu opinie użytkowników o każdym kempingu.
Wybieramy kemping Mockritz, doskonale skomunikowany z centrum Drezna. Jesteśmy tam około 13.00, niestety wszelkich formalności można było dokonać dopiero od 16.00. Była wprawdzie niedziela, ale przekonaliśmy się też, że w Niemczech obowiązują sztywne godziny przypisane do poszczególnych czynności. Obiad na mieście się je 12.00-14.00, potem zostają kawiarnie, ale i one potrafią o 17.00 zamknąć podwoje, czyniąc miejsce aktywnościom okołokolacyjnym. Czas na przerwę obiadową dla pracowników kempingu to też świętość.
Postanawiamy w oczekiwaniu na dopełnienie formalności zainstalować się na wybranej parceli i zjeść pierwszy kempingowy obiadek z naszych sporych zapasów. Odbywamy kolejny świeżakowy dialog: ”Proszę o włączenie gazu”, „Aaaa… koniecznie musisz mieć ten gaz?”, „ No, jeśli makaron ma być w postaci ugotowanej, to muszę😊”. Okazuje się, że sprawa jest mega prosta i od tej pory korzystaliśmy z gazu bezproblemowo, nawet na postojach miejskich. Trzeba tylko bezwzględnie pamiętać o wyłączeniu go przed ruszeniem.
Nadmienię jeszcze taką ciekawostkę, że nasza kamperowa lodówka przełączała się sama automatycznie na aktualny rodzaj zasilania, co było bardzo wygodne. Chłodziła i mroziła bez zarzutu przez cały czas. Mieliśmy jeszcze mały problem przy podłączaniu się do prądu zewnętrznego, z dopasowaniem końcówki przedłużacza do niemieckiego gniazdka, ale udało się temu zaradzić.
Czekając na otwarcie recepcji, po obiedzie i odpoczynku poszliśmy zwiedzić kemping. Był on typowo miejski, parcele były małe i gęsto napakowane. Ale miał wszystkie udogodnienia, nawet basen zewnętrzny w cenie, jednak z powodu koronawirusa mogły w nim przebywać maksymalnie 4 osoby naraz i przed wejściem leżał grafik z zapisami.
O 16.00 zameldowaliśmy się w końcu w recepcji, przy okazji pierwszy raz mogłam zastosować wyrobioną przeze mnie w ostatniej chwili kartę kempingową CCI, która czasem dawała zniżki, a zawsze doskonale zastępowała inne dokumenty. W recepcji można było dostać mapkę i kupić bilety na autobus do centrum Drezna. Przystanek znajdował się zaraz za bramą kempingu.
![]() |
| Drezno |
Ruszyliśmy na popołudniowe zwiedzanie Drezna. Miasto bardzo podobało się mężowi, dla mnie było zbyt monumentalne. W części rozkopane, co utrudniało dojście nad Elbę. Przy okazji odbyliśmy dyskusję, czy Elba to Łaba, czy nie😊. Okazało się później, że tak, ale zdążyliśmy się przyzwyczaić do niemieckiej nazwy, ponieważ Elba towarzyszyła nam jeszcze przez jakiś czas. Pokręciliśmy się po starówce, dotarliśmy do zamkniętej Galerii Obrazów, Opery i w końcu po długim spacerze podjęliśmy trzykrotną próbę napicia się gdzieś kawy, ale trafiliśmy na opisane wyżej zjawisko- było już na to za późno!
Towarzystwo dookoła zaczynało już zasiadać do piwa i golonek, czas na kawiarnie minął😊 Zdesperowani klapnęliśmy w jakiejś burgerowni na lemoniadę, doskonałą po gorącym dniu, budząc zdziwienie kelnera(„Ist das alles?”) i potem ruszyliśmy szybkim krokiem na przystanek, niepewni, czy zdążymy na ostatni autobus powrotny. Zdążyliśmy na przedostatni.
Na kempingu zjedliśmy pyszną kolację z grilla i poszliśmy testować prysznice na żetony. Niezła zabawa! Każdy kemping ma swoje zasady, swoje ceny i swoje żetony lub monety, lub karty elektroniczne, lub klucze prysznicowe. Chyba tylko ten pierwszy alternatywny miał je po prostu w cenie😊 Jesteśmy bardzo zmęczeni, idziemy szybko spać. Z przyjemnością odnotowuję, że na niemieckich kempingach nie ma żadnych ekscesów po 22.00, żadnych śpiewów, alkoholu, nawet rozmowy przycichają. Rewelacja!







Komentarze
Prześlij komentarz